Jakość rodzi jakość – trudne pytania przed decyzją o in vitro


Rozowa z Dr Preeti Agrawal – specjalistą medycyny integracyjnej

 

Pani Doktor, czy stajemy się coraz mniej płodni?

Życie ma tylko jeden cel: kontynuować życie. Nie stajemy się mniej płodni, ale coraz więcej par leczy się na niepłodność.

 

Trochę to sprzeczne… Po co leczyć coś, co nie jest problemem?

No właśnie ciągle o to pytam. Tendencja jest taka, że para planuje dziecko i gdy przez pół roku nie udaje im się zajść w ciążę, zgłaszają się do kliniki in vitro na leczenie. U wielu kobiet nie znajduje się nawet przyczyn medycznych i osobom w wieku 29-30 lat (sic!) proponuje się zabiegi in vitro. Oczywiście niektórym się udaje, innym nie.

 

Dlaczego tak młode osoby decydują się na in vitro?

W tej chwili system medyczny to jedyna słuszna oficjalna metoda leczenia niepłodności. Analiza przyczyn niepłodności polega na sprawdzeniu, czy macica i jajniki są w porządku, czy miesiączka pojawia się regularnie. Jeśli tak, to pojawia się zalecenie przyjmowania kwasu foliowego, ew. innych suplementów i można podjąć próby zajścia w ciążę. Dopiero gdy jakiś czas kobieta nie zachodzi w ciążę, sprawdza się hormony u kobiet i nasienie u mężczyzny, później pracę tarczycy, a gdy nadal nie ma pożądanego efektu próbujemy stymulować jajniki, obserwujemy, zapada decyzja o inseminacji, a gdy i to zawiodło, robi się laparoskopię by zbadać czy czegoś nie ma. W ciągu całego procesu analizy zostajemy na poziomie fizycznym i biochemicznym. Nie sprawdza się, jak żyje kobieta, czy jest zestresowana, czy dobrze je, czy rzeczywiście chce zajść w ciążę a może boi się ciąży i porodu…

 

Lekarze o to nie pytają, bo po co?

Jak reaguje ciało, gdy czujemy, że wszystkiego mamy już „pod korek” i zaraz eksplodujemy? Nie przyjmuje już niczego więcej, nie jesteśmy w stanie zrobić dodatkowej, choćby najprostszej rzeczy. I tu jest podobnie. Mam przypadek pacjentki, która jest niezwykle napięta i zestresowana. Mąż sporo starszy od niej jest w Polsce, a ona pracuje za granicą po 12 h dziennie. Na procedury in vitro wydała już majątek bez cienia refleksji, że ciało nie jest w stanie przyjąć dodatkowego obowiązku – poczęcia i utrzymania ciąży.

 

A zatem od podstaw – chcemy mieć dziecko. I co dalej?

Podstawa to pytanie czy para naprawdę jest gotowa na rodzicielstwo. Bywają historie takie, że kobieta niemal nie ma kontaktu z mężem, bo on zatraca się w pracy, jak mówi „nienawidzi go” za to, że cały czas pracuje, a mimo tego, chce mieć z nim dziecko. Po co? Bardzo często motywacją jest chęć POSIADANIA dziecka, jak samochodu, domu, modnych zwierząt i innych oznak statusu materialnego. I wydaje się, że ciało to maszyna do rodzenia dzieci, a chcenie dzieci to kolejny etap w życiu, który trzeba odhaczyć. Jedna z pacjentek, która bardzo i długo się starała, miała problemy hormonalne, korzystała z in vitro… W końcu adoptowała dziecko, a miesiąc po tym zatrudniła nianię i poszła do pracy. I to nie jest odosobniony przypadek – wiele mam, które zrobiłyby wszystko, by tylko urodzić dziecko, gdy wreszcie doczekały się upragnionego potomka, po 6 miesiącach po porodzie zatrudniają nianię idą do pracy robić karierę.

 

Bo taki model i presja społeczna – mama, tata i dziecko…

I to nawet jest w porządku, pod warunkiem, że nie jest to przyczyna podjęcia decyzji o dziecku, a jedynie impuls. Tymczasem bardzo często kobiety chcą nie tyle dla siebie, ile “bo tak wypada”. Według ajurwedy – starożytnego systemu medycznego, który powstał 5000 lat temu – para powinna być przygotowywana do poczęcia, gdyż jakość życia tworzy jakość nowego pokolenia. Konstytucja dziecka tworzy się na podstawie zdrowia fizycznego, emocjonalnego i duchowego rodziców, tego, w jakim są stanie przed poczęciem. Siła i słabość przenoszą się jednako. Co chcemy przekazać to nasz wybór.

 

W jaki sposób w takim razie para może się przygotować fizycznie, emocjonalnie i duchowo?

W krótkim czasie można usprawnić wszystko, co ma wpływ na gospodarkę hormonalną i pracę gruczołów. Oczyszczanie dietą, oddech, głębokie odprężenie, nazywanie swoich emocji i lęków, tego, w jaki sposób one wpływają na ciało, niezwykle przygotowuje do świadomej decyzji. Po takim programie partnerzy inaczej widzą siebie, swoje życie i mają poczucie zaradności. Taki program jest niezwykle przydatny dla kobiet, które kilka razy poroniły i tych, które nie chcą pójść na in vitro. Żeby zajść w ciążę, ciało musi być zdrowe.

Przygotowanie ciała na poziomie fizycznym to jak przygotowanie żyznej gleby pod zasiew ziaren. Często organizm jest zakwaszony przez niewłaściwą dietę i ciągły stres. A w stresie uruchamiają się mechanizmy ucieczki, a nie rozmnażania.

 

A jak przygotować się emocjonalnie?

Emocje to bardzo ważny aspekt przygotowania do poczęcia. Niezwykle częstym dylematem jest podejście typu „chcę, ale boję się”. Panie zamartwiają się jak sobie dadzą radę w roli matki, są takie, które wyszły z trudnego domu i mają podświadome blokady przed posiadaniem dzieci… Dylemat może być przyczyną niemożności zajścia w ciążę, bo kobieta sama sabotuje proces na poziomie emocjonalnym i ciało się zamyka. Podobnie się wydarza, gdy dylemat ten dzieje się na poziomie chęci posiadania dziecka: kobieta chce zajść w ciążę, bo wypada, ale wcale nie ma instynktu macierzyńskiego. Ciało wtedy się broni. Często obserwuje też, że wiele przypadków niepłodności samo się rozwiązuje po znalezieniu innego partnera.

Wspólna praca pary podczas programu Life-Balancing Retreat* powoduje, że zaczyna do nich docierać, że przygotowanie emocjonalne jest kluczowe. Miałam pary, które przyszły po wielokrotnych nieskutecznych procedurach in vitro i po 1,5 roku oczyszczania ciała oraz równoważenia emocji pojawia się harmonia między nimi i zaszły w ciążę, rodząc zdrowe dziecko. Pary po programie przechodzą ogromną transformację wewnętrzną, uświadamiają sobie, że wiele od nich zależy i nawet jeśli decydują się na in vitro, to czynią to świadomie.

 

Wiele mówi się o niepłodności kobiet. A czy miała Pani jakiś trudny przypadek na niepłodność męską?

Tak i sama jestem zdumiona wynikiem końcowym. Jeden z moich pacjentów miał w dzieciństwie uszkodzenie jąder, co zaskutkowało brakiem plemników. Przez rok był przygotowywany: badany przez specjalistów, chodził na masaże, wlewy dożylne, oboje zmienili dietę i… plemniki się pojawiły. Para wyjechała do Szwajcarii gdzie poddali się procedurze ICSI i ich mama – nasza pacjentka- donosi, że urodziło im się zdrowe dziecko. Z medycznego punktu widzenia nie było to możliwe, opcją były banki spermy, ale nie chcieli takiego rozwiązania. Z tego wynika, że nawet jeśli mamy fizyczne przeszkody w zajściu w ciążę, przygotowanie ciała zwiększa szansę.

 

Czy ciało ma jakiś powód, by blokować płodność?

Właśnie zastanawiam się, czy czasami ciało nie blokuje mechanizmów z różnych powodów. Mam wiele przypadków pacjentek, u których ciało uniemożliwiało zajście w ciążę, ale dzięki in vitro po którymś razie jednak się udało urodzić zdrowe dziecko i dwa miesiące po porodzie zgłosiła się z powodu szybko rozwijającego się nowotworu piersi. Inna pacjentka po przygotowaniu naturalnie zaszła w ciążę, ale nagle po urodzeniu okazało się, że ma raka trzustki i po roku od porodu zmarła.

 

A jeśli mimo tego przeciwstawiamy się tym mechanizmom…

To z uporem stosujemy sztuczne metody zapłodnienia. I w dodatku ciąża jest traktowana jak choroba: robimy coraz więcej badań w ciąży, stosujemy interwencje farmakologiczne, podajemy hormony, by utrzymać ciążę, a gdy już się udaje utrzymać ciążę, traktuje się ją jako stan wysokiego ryzyka, a zatem robi się cesarkę… Konsekwencje takiego postępowania ciągną się od samego początku, a później dziwimy się, że dzieci są nadpobudliwe, mają dysleksje, słabą odporność, często chorują, mają adhd itp. Wybraliśmy drogę interwencji. Na jaką jakość przyszłego społeczeństwa możemy liczyć? Pamiętajmy, że jakość rodzi jakość.

 

Z Dr Preeti Agrawal rozmawiała  Aneta Magda

 

 

* Life-Balancing Retreat – program w IMC, który jest dobrym sposobem na przygotowanie się przed poczęciem, oparty na filozofii ajurwedy

Szybki kontakt
+
Wyślij!