Narząd jest tylko punktem wyjścia do leczenia- leczenie integracyjne


Narząd jest tylko punktem wyjścia do leczenia

Wywiad z dr Preeti Agrawal na temat medycyny integracyjnej, podejścia do człowieka i roli lekarza przeprowadziła Ewa Stelmasiak z Radio Wellness, The Wellness Institute Piękne Zdrowe Życie (2016).

W integracyjnej medycynie punktem, nad którym najbardziej trzeba się skupić, jest człowiek. To jego uzdrawiamy. Narząd jest punktem wyjścia, a więc poznawanie samego narządu nie rozwiązuje problemu“.

Zapraszamy do wysłuchania radiowego wywiadu z dr Preeti Agrawal.

 

Wywiad w wersji do czytania

Dzień dobry, moim gościem jest dr Preeti Agrawal, lekarz medycyny, doktor nauk medycznych, ginekolog położnik, prezes fundacji Kobieta i Natura i założycielka pierwszego w Polsce ośrodka leczenia integracyjnego – Integrative Medical Center w Żernikach Wrocławskich pod Wrocławiem. Ogromnie cieszę się z tego wywiadu i już teraz bardzo pani dziękuję za to spotkanie.

Chciałabym na początek zapytać o sytuację w medycynie, ponieważ to, co obecnie rzuca się w oczy, to narastające pretensje między lekarzami a pacjentami, brak zrozumienia. Jak pani to widzi i czy wie pani dlaczego tak się dzieje?

To jest bardzo złożony i głęboki problem. Przede wszystkim założenia medycyny zachodniej bazują na tym, że gdy pojawia się problem zdrowotny, to cała uwaga skupia się na konkretnym organie. To podejście powoduje, że leczenie polega głównie na usuwaniu symptomów. Na przykład gdy pojawia się stan zapalny, wtedy leczymy środkami przeciwzapalnymi lub antybiotykami. Wykonujemy liczne badania diagnostyczne, badania krwi, USG itp. Jeżeli wyniki są prawidłowe, ale pacjent bardzo cierpi wtedy leczymy objawy, co czasem przynosi ulgę, a czasem nie lub na krótko. Stąd niezadowolenie pacjentów, którzy mówią, że zrobili mnóstwo badań, lekarze się nim zajęli, ale ostatecznie rozwiązania problemu zdrowotnego nie znaleziono. Myślę, że to wynika z szukania problemów tylko w narządach. Medycyna jest dużo starsza niż medycyna zachodnia, która dominuje od ostatnich stu-stu pięćdziesięciu lat. Człowieka leczono już tysiące lat temu. Najstarsze systemy medyczne to Ayurveda, medycyna chińska, naturalna medycyna, która była bardziej przyjazna pacjentom, oraz medycyna zachodnia z korzeniami z czasów Hipokratesa. U podstaw tamtych systemów leży inna filozofia. Ciało człowieka to pewien kosmos, w którym narządy są częścią całego systemu i choroba, choć objawia się w danym narządzie w widoczny sposób, jest związana z całym człowiekiem. Opracowano strukturę i mechanizmy działania narządów, które ze sobą współpracują. Lekarze w tych systemach medycznych wiedzieli, że jelita, wątroba, śledziona, cały przewód pokarmowy, to są nasze korzenie. W momencie gdy nie dbamy o korzenie, ich codzienne działanie, wtedy pojawiają się choroby. Różne narządy mogą zostać zaatakowane. Kiedy cierpimy na przewlekłe zaparcia, resztki pokarmowe są zablokowane, gazy z niestrawionych pokarmów są wchłonięte z powrotem przez ciało, detoksykacja jest zaburzona i w związku z tym powoli zaczynamy chorować. Mechanizm działania całego systemu był doskonale rozumiany i w szczegółach opracowany. Było wiadomo, że ogromny wpływ na człowieka mają jego myśli, emocje i to, co go otacza. Wszystkie te elementy wpływają na pracę układu neurologicznego i od tego będzie zależało, czy perystaltyka jest prawidłowa czy nie. Człowiek współczesny też widzi, że problemy z żołądkiem i jelitami powstają na tle nerwowym.

Zasady rozumienia człowieka i jego choroby są naprawdę bardzo proste. I te wszystkie proste rzeczy niestety nie są zrozumiałe dla współczesnego lekarza, a tym bardziej dla współczesnego człowieka. Dlatego choroby są leczone w bardzo powierzchowny sposób i efekt takiego podejścia jest widoczny najbardziej w przypadkach przewlekłych schorzeń, dla których współczesna medycyna nie ma rozwiązania. Stąd wynika to niezadowolenie pacjentów.

W tym kontekście, to, co pani proponuje, to medycyna integracyjna, czyli harmonijne łączenie medycyny konwencjonalnej i jej najnowszych osiągnięć z tradycyjną wiedzą medyczną wielu kultur i podejściem psychoterapeutycznym, czyli połączenie ciała, umysłu i ducha.

Tak. Wiadomo, że współczesny człowiek jest zupełnie inną istotą niż człowiek, który żył tysiące lat temu. Życie jest inne, to, co nas otacza, jest inne. Dlatego filozofia i fundamenty postrzegania człowieka i leczenia są inne niż pięć tysięcy lat temu. Możemy na bazie tradycyjnych systemów medycznych budować nowy system, należy jednak pamiętać, że człowiek żyjąc w coraz większym oddaleniu od natury, doprowadził siebie do takiego stanu, że rzeczywiście jest nam potrzebna współczesna diagnostyka i współczesne narzędzia jak na przykład chirurgia. Wiadomo, że jeśli pacjent przychodzi z wielkim guzem, w bardzo zaawansowanym stanie choroby, to nie da się go uleczyć ziołami czy akupunkturą. Operacja jest konieczna. Więc najważniejsze w leczeniu integracyjnym jest zrozumienie, na jakim etapie choroby znajduje się dana osoba. Na pewno dla pacjenta w bardzo zaawansowanym stadium choroby, stare systemy nie mają rozwiązania, bo ówcześnie bardzo rozwinięta była profilaktyka i samoświadomość ludzi była na wysokim poziomie. Zadaniem lekarzy była opieka nad pacjentami w taki sposób, by choroba nie rozwijała się do aż tak zaawansowanego stanu. Zabiegi chirurgiczne nie były potrzebne, ponieważ choroby były bardzo wcześnie wykrywane. Niestety w dzisiejszych czasach już tak nie jest.

Dlatego potrzebna jest medycyna integracyjna, która łączy terapie dostosowane do etapu choroby. Na przykład problemy żołądkowe na początkowym etapie można rozwiązać poprzez zmianę diety, eliminację stresu lub świadomość ciała. Stwarzamy indywidualny program, dzięki któremu pacjent nauczy się, jak dbać o siebie i będzie wiedział jak doprowadzić do tego, by choroba nie rozwinęła się. Przewlekłe, nieleczone stany zapalne, rozwijają się w chorobę nowotworową. Nowotwór to nic nowego, może nas zaskoczyć tylko jego „banalne” pochodzenie. Wieloletnie tłumienie objawów, wcale niegroźnych, za pomocą najróżniejszych leków, bez zmiany nawyków, powoduje, że w którymś momencie po badaniach okazuje się, że w ciele jest duży guz, który jest nowotworem złośliwym.

Czyli przede wszystkim zrozumieć i mieć świadomość tego, że organizm jest całością. Mieć świadomość na temat wpływu odżywiania, stylu życia, stresu na to, jak się czujemy i jeżeli nie zadbamy o to, to może to pójść w kierunku chorób. I też korzystamy z dobrodziejstw medycyny konwencjonalnej, zachodniego świata. Więc jeśli już doprowadzimy się do takiego stanu to jest dla nas też rozwiązanie.

Tak, zawsze jest rozwiązanie. Tak jak Hipokrates powiedział, to są bardzo słynne jego słowa, że ważniejsze jest poznawanie człowieka niż analizowanie, na jaką chorobą choruje. Natomiast obecnie głównie próbujemy nazwać chorobę, szukając konkretnej diagnozy. Jednak ważniejsze jest pytanie: kto choruje? W integracyjnej medycynie punktem, nad którym najbardziej trzeba się skupić, jest człowiek. To jego uzdrawiamy. Narząd jest punktem wyjścia, a więc poznawanie samego narządu nie rozwiązuje problemu.

Wracając do tego podejścia: ciało, umysł, duch, bo wręcz jest to takim hasłem powszechnie znanym, że ciało i umysł to jedno, że nasze emocje mieszkają nie tylko w mózgu, nie tylko w sercu, ale nawet w czubku naszego palca u nogi i w każdej komórce. Wiemy to już nawet naukowo. Stąd chciałam zapytać o taką stronę, może nie tyle psychologiczną, co bardziej dotyczącą oddziaływania na umysł, na ducha. Może moglibyśmy usłyszeć też coś o roli coachingu w całościowym podejściu do człowieka w jego zdrowieniu.

Tak jak powiedziałam na samym początku – człowiek jest kosmosem, wszechświatem, więc w takim rozumieniu człowieka i w takim podejściu holistycznym, integracyjnym, terapeuta wie, że ciało człowieka jest nieustannie w procesie uzdrawiania. Człowiek uzdrawia się dzięki sobie, a nasze działania mają być na tyle mądre, by wspierały proces homeostazy. W związku z tym, rolą terapeuty jest uruchamianie zasobów pacjenta i pokazywanie: zobacz, ty masz w sobie te mechanizmy i fizyczne, i umysłowe, i duchowe. Mądrość i zdolność terapeuty ocenia się po tym, z jaką szybkością potrafi obudzić wewnętrznego lekarza w pacjencie. Jego zadaniem jest podawanie wędki. U każdego pacjenta samoświadomość jest rozwinięta w różnym stopniu, sztuka polega na tym, by jedne osoby wspierać, a inne odpowiednio budzić do działania. Ja bym to porównała do noworodka, który się rodzi i ma wrodzone zdolności: siedzenia, chodzenia itd. My go tego nie uczymy. W pewnym momencie, gdy ma odpowiednią opiekę, zaczyna siadać, ale te czynności jego ciało wykonuje samo. Potem przychodzi moment, że wstaje, chodzi, biega. On to robi sam. My co robimy? Musimy stworzyć odpowiednie warunki wokół niego. Troszczymy i opiekujemy się. Dokładnie na tym polega opieka holistycznego lekarza, że wyczuwa, jak matka, na jakim etapie jest pacjent: czy raczkującym, czy już potrafi chodzić, biegać czy jeszcze ma jakąś inną umiejętność, i pomoc dopasowuje do etapu.

Jakie to piękne podejście. Takie humanistyczne i też takie matczyne trochę. Takie obejmujące opieką. Ja bardzo wierzę też w to, że w takiej energii dużo łatwiej jest zdrowieć. I kiedy przyszłam tutaj dzisiaj do nowej siedziby centrum, usiadłam na kanapie, usłyszałam relaksującą muzykę, zobaczyłam na ścianach obrazy i zapalone świeczki. Poczułam kobiecą stronę medycyny: przecież ona nie musi być bezduszna, sterylna… Może łagodzić lęki związane z chorobą. Rozmawiałam nawet z kimś, że od samego bycia na kanapie można rozpocząć proces zdrowienia (śmiech).

Tak jest. I w Ajurvedzie te elementy były bardzo podkreślane i to niestety medycyna zagubiła. Stała się bardzo męska. Wie pani, gdy dziecko choruje, szuka łona matki. Właśnie ta bliskość z matką jest kojarzona z opieką. Ja myślę, że to jest czas, kiedy musimy zrównoważyć tę medycynę i bardziej ujawnić jej stronę kobiecą. Potrzebna jest opieka, troska, a proces zdrowienia będzie się dział samoistnie.

Jaka jest według pani doktor przyszłość medycyny? Jakie są obecnie trendy, bo trendem również w Stanach Zjednoczonych jest integracyjna medycyna w czołowych ośrodkach amerykańskich, w Cleveland i Mayo Clinic są dostępne jako opcja leczenia. Widzi pani doktor jeszcze jakieś inne trendy w rozwoju medycyny?

Myślę, że te trendy siłą rzeczy są i będą, ale one fundamentalnych zmian nie spowodują. Moim zdaniem musi zaistnieć zmiana w systemie szkolenia lekarzy. I dopóki fundamentalne podejście się nie zmieni, nie wychowamy kolejnych lekarzy w oparciu o patrzenie na całego człowieka, nie tylko narządy. To będą tylko trendy, jakieś satelity, z których przypadkiem możemy skorzystać, gdyż główny system medyczny jest absolutnie dominujący i kieruje wszystkimi aspektami zdrowia. Musimy zacząć wychowywać takich lekarzy, którzy będą podążali tą drogą, pracowali nad sobą. Bo tak naprawdę im bardziej poznaje się siebie, tym bardziej poznaje się drugą osobę. Medycynę należy rozwijać jako sztukę. Jednak nie wiem, czy jesteśmy gotowi na to by pójść w tym kierunku, bo niestety ten świat zarządzany jest głównie przez ekonomię. Wydaje mi się, że pomimo scenariusza jaki mamy obecnie, to, co ważnego się dzieje, to rozwój Internetu czyli globalnej i wirtualnej komunikacji. Dzięki niej mamy wybór i możemy dotrzeć do ludzi oraz uświadomić ich, że zdrowie zależy od nich, że zdrowie jest tak naprawdę w nas. Trzeba pokazać im, jak to odkrywać, edukować i uświadamiać, jak pielęgnować swoje zdrowie. Gdy te aspekty rozwiniemy, mam nadzieję, że mniej ludzi będzie trafiało do głównego systemu medycznego. Ludzie będą bardziej zadowoleni i mniej pieniędzy wydamy na leczenie, a więcej na rozwój samoświadomości i profilaktykę.

Bardzo dziękuję za tę rozmowę, za wskazanie kierunku objęcia świadomością swojego ciała i całości swojego istnienia, żeby człowiek nie patrzył tylko na jeden wycinek, na to co boli, tylko szukał głębiej. To jest takie piękne zaproszenie. Jeszcze raz ogromnie dziękuję.

Dziękuję.

 

Szybki kontakt
+
Wyślij!