Walka z chorobą czy pielęgnowanie zdrowia?


Dr Preeti Agrawal w rozmowie z Anetą Magdą o mocy myśli, słów i przekonań.


O wpływie pacjenta na rozwój choroby

Czy pacjenci są świadomi własnego wpływu na powstawanie choroby?

Pacjenci często trafiają do IMC w totalnej bezradności, a nie w świadomości. W bezradności poszukują kogoś, kto spojrzy na nich całościowo w sensie fizycznym: połączy ich na powrót w człowieka i sprawi, że wszystkie narządy będą optymalnie współpracować. Mają dość leczenia przez specjalistów od wybranego narządu i odczuwania konsekwencji takiego podejścia w innych, bo często to, co leczy jedno, na drugie szkodzi. Odchodzą od podziału, ale wyłącznie na poziomie fizycznym. Nie widzą jednak, że to, co się dzieje w tym momencie w ich życiu osobistym, jakie emocje to wywołuje i jak sobie z nimi radzi, ma zasadnicze znaczenie dla zdrowia. Emocje są różne, ale jedna osoba potrafi je uporządkować i daje sobie radę, a inna czuje się wyczerpana, nie znajduje rozwiązania i ucieka w chorobę.

Ucieka w chorobę?

Czasami choroba staje się rozwiązaniem. Na przykład osoba w dużym stresie może zacząć tracić apetyt i cierpieć z powodu bezsenności. Z kolei, gdy się nie wyśpi, zaczyna brać leki na sen, które z kolei zaczynają negatywnie wpływać na funkcje innych narządów i zaczyna się choroba. Choroba jest przerwaniem tego zaklętego koła, dzięki niej pacjent będzie mógł zająć się sobą, choć oczywiście nie jest to decyzja na poziomie świadomym. Wewnętrzne środowisko stworzone przez nasze emocje i myśli wynikające ze stresujących sytuacji, ma wpływ na funkcjonowanie pewnych narządów.

Nie przez przypadek mamy sformułowania odnoszące się do związku narządów z emocjami, jak choćby „powiedz, co ci leży na wątrobie…”

Według medycyny chińskiej smutek wpływa na płuca, wybuchowość powoduje zaognienie wątroby, a lęk osłabia nerki. Przychodzą do mnie osoby, które zdrowo żyją i jedzą, ale jeżeli hodują w sobie negatywne emocje, to osłabiają określone narządy i tworzy się środowisko sprzyjające chorobie. Emocje, stres, myśli i przekonania mają znaczenie. Na przykład do tej pory leczymy traumy wojenne, spowodowane nawet nie tyle fizycznym urazem, ile samym udziałem w zdarzeniu, które przenosi się w emocjach.

Moc sprawcza słów

Czy ludziom łatwo uwierzyć, że słowa mają moc sprawczą?

Powiedziałabym, że nie jest to powszechne. Żyjemy tak, jakby ciało, umysł i emocje były oddzielone i nie miały ze sobą nic wspólnego. Przyczyn choroby szukamy wyłącznie na zewnątrz, upatrując jej źródeł w bakteriach / wirusach / grzybach / pasożytach. Najczęściej uważamy, że zachorowaliśmy, bo przykładowo zaraziliśmy się od chorej koleżanki. Gdy w rozmowie z pacjentem pokazuję wewnętrzne czynniki i tłumaczę jak emocje i sytuacje rodzinne lub zawodowe mogły mieć wpływ na powstanie choroby, to się dziwią, że nie przyszło im do głowy, że to ma znaczenie.

W jaki sposób te wewnętrzne czynniki (emocje) mają wpływ?

Aby jakaś choroba mogła się rozwinąć, grzyb, wirus lub bakteria musi trafić na podatny grunt, np. grzyby rosną w wilgotnym i ciepłym środowisku, a gdy jest sucho – nie mają szans rozwoju. Mechanizm u ludzi jest podobny. Sytuacje wywołujące silne i trudne emocje osłabiają nas i nasze wewnętrzne środowisko.

Czy może Pani Doktor podać taki przykład?

Miałam do czynienia z osobami, które były zdrowe, ale miały w sobie dużo lęku przed rakiem i często chodziły na badania, żeby wykluczyć chorobę, ale nie chciały pracować z tym strachem. U jednej z pań pomiędzy badaniami kontrolnymi coś się wydarzyło, problemy z relacją z córką, z którymi sobie nie poradziła. Lęk jeszcze bardziej się nasilił i przy kolejnym badaniu okazało się, że ma szybko rozwijającego się raka jajnika. To coś jak samonapędzająca się przepowiednia. Są pacjenci, którzy z jednej strony obsesyjnie wręcz chcą się badać, ale z drugiej nie chcą współpracować i słyszeć, że lęk ma ogromne znaczenie dla ich zdrowia, że przekonanie ma siłę sprawczą, że myśli i emocje tworzą podłoże, na którym choroba może się rozwinąć lub nie.

Dlaczego ludziom jest trudno dopuścić do siebie informację o wewnętrznych przyczynach chorób?

Nie powiedziałabym, że to jest trudne, raczej to zrozumienie nie jest powszechne i trudno się temu dziwić: zewsząd słyszymy reklamy, że każdej dolegliwości można ulżyć zażywając tabletkę na własną rękę i od lekarza też dostajemy receptę na lek. Gdy tłumaczę, uważnie słuchają i coś się w nich otwiera. Zaczynają łączyć fakty, że tak może być. Przede wszystkim taka informacja daje im poczucie, że mają moc sprawczą i mają wpływ na to, co się z nimi dzieje. Dostają również narzędzia, za pomocą których mogą sobie pomóc: psychoterapię, pracę z przekonaniami, medytację, książki… Przekonanie, że leczenie objawów rozwiązuje problemy zdrowotne na zawsze jest głęboko zakorzenione. Ponadto ani lekarz, ani pacjent nie mają czasu na zastanawianie się nad przyczynami.

Aż do momentu, gdy nagle zachoruje się poważnie?

Dokładnie tak. Większość pacjentów mówi mi, że nie ma czasu na zmiany, ale gdy pojawia się rak, okazuje się, że wszyscy mają czas. Wtedy wstrzymujemy wszystko: pracę, rodzinę, zainteresowania i 100 % czasu kierujemy na leczenie. Ale już wtedy leczenie wymaga ogromnych nakładów czasu, uwagi i energii. Chemioterapia, radioterapia, operacja, potem rekonwalescencja… na to wszystko potrzeba czasu. Niekiedy to kwestia roku, pięciu lat, a czasem okazuje się to być drogą bez odwrotu.

Szybki kontakt
+
Wyślij!