Prawda o boreliozie


„Szukamy winowajcy na zewnątrz i niszczymy siebie od wewnątrz” mówi dr Preeti Agrawal o boreliozie w rozmowie z Anetą Magdą


Pani Doktor, nakręceni przez panikę medialną, tuż po ugryzieniu przez kleszcza biegniemy po antybiotyki. Czy słusznie?

Faktycznie panuje ogromny strach, a główny nurt to antybiotykoterapia. Zgodnie z obowiązującym programem amerykańskim podaje się antybiotyki profilaktycznie, tuż po ukąszeniu, by potencjalna choroba nie miała szans się rozwinąć. Gdy jednak zachorujemy terapię antybiotykami stosujemy dłużej, leczniczo.

Słyszałam, że są pacjenci, którzy mają boreliozę stwierdzoną przez biorezonans i nawet biorą antybiotyki na tej podstawie…

To nieuzasadnione podejście. Namawiam do zrobienia badań krwi, a nie leczenia wyłącznie na podstawie biorezonansu. Sama obecność częstotliwości bakterii nie oznacza jeszcze, że fizycznie są one obecne. Niezbędne jest badanie krwi, które potwierdzi lub wykluczy tę diagnozę.

 

Czy rzeczywiście antybiotykoterapia to jedyny sposób, w jaki leczy się boreliozę?

Boreliozę leczy się również ziołami zgodnie z protokołem Buhnera, który opiera się na oczyszczaniu i poprawie odporności. Zdarza się jednak, jak w przypadku jednej z moich pacjentek, że niektóre osoby źle tolerują te zioła. Są też podejmowane próby leczenia polem elektromagnetycznym, ale nie mogę się wypowiedzieć co do skuteczności.

Moja koleżanka leczy się na zespół jelita nadwrażliwego i ostatnio znalazła kleszcza na sobie. Była u lekarza, który zlecił antybiotyki przez 3 tygodnie. Boi się, że antybiotyk jej zaszkodzi na nadwrażliwe jelita, ale boreliozy boi się chyba jeszcze bardziej. Co Pani by jej poradziła?

Słusznie, że się obawia. Antybiotykoterapia może pogłębić jej problem z jelitami. W takiej sytuacji zleciłabym jej dożylną ozonoterapię, która nie pozwoli na rozmnażanie się bakterii i jednocześnie stymuluje system odpornościowy. Jednocześnie polecam probiotyk na wzmocnienie odporności przez jelita – nasz główny układ budującący odporność na co dzień – oraz zioła oczyszczające i suplementację wzmacniającą. Nie ma potrzeby przyjmowania antybiotyku.

Antybiotyk w dodatku, podobnie jak przy chemioterapii, nie jest obojętny dla narządów i nie gwarantuje, że borelioza nie wróci?

Trzeba się liczyć z tym, że po długim leczeniu antybiotykami, odczujemy negatywne skutki w wątrobie, żołądku, nerkach…  Jedna z pacjentek leczyła się na boreliozę, gdy miała 45 lat. Leczenie antybiotykami trwało 3 lata, a ona bardzo w to wierzyła. I teraz, gdy ma 60 lat, cały czas leczy skutki uboczne długofalowej antybiotykoterapii. Drugi z pacjentów, człowiek sukcesu, przyszedł po półtorarocznym leczeniu antybiotykami, restrykcyjną dietą i suplementami. Okazało się, że nadal ma ogromne problemy z żołądkiem. Z pomocą ozonoterapii, witaminoterapii i ziół doprowadziliśmy do dobrego stanu, poczuł się dobrze i wrócił do starego trybu życia. Wyniki i samopoczucie ponownie się pogarszają. Pogorszenie stanu ów pacjent zrzuca na karb boreliozy, gdy tymczasem żyje w szybkim tempie: pracuje po 12 h, dużo podróżuje po świecie, spotyka się z klientami przy obfitych kolacjach zakrapianych alkoholem… To nie są czynniki, które sprzyjają zdrowemu układowi immunologicznemu.

Gdy nie pielęgnujemy zdrowia na co dzień, choroby związane z odpornością jak borelioza, wracają.

Borelioza to problem z odpornością?

Społecznie postrzegamy boreliozę jako zewnętrzne zagrożenie. A kleszcz co prawda jest impulsem z zewnątrz, ale borelioza nam nie grozi, jeśli mamy silny system odpornościowy.

Ludzie od zawsze chodzili do lasu, od zawsze też mieszkają tam kleszcze. To nie jest nowe zjawisko, choć od niedawna jawi się niemal jak potwór. Gdyby tak było, że każdy kto jest ugryziony przez kleszcza, choruje na boreliozę, to co byłoby z leśnikami? Rozmawiałam ze znajomym leśnikiem i mówił, że oczywiście wszyscy pracownicy są narażeni, ale choruje ok. 10 % z nich. Po latach doświadczeń, wywiadów z osobami zarażonymi boreliozą i badań wiem, że chorują osoby z osłabioną odpornością.

U osób, które mają boreliozę, często występuje również infekcja towarzysząca np. grzybicza. Zapomnieliśmy, że w środowisku zniszczonym antybiotykami łatwo rozmnażają się różne niepożądane mikroby. Szukamy winowajcy na zewnątrz i niszczymy siebie od wewnątrz. A tymczasem potencjalnie szkodliwych organizmów na zewnątrz są miliony, a to nasz system odpornościowy decyduje, czy będą one nam zagrażały, czy nie.

Więc gdy zgłaszają się do Pani pacjenci tuż po ukąszeniu, jak Pani dba o ich odporność?

Jeżeli z wywiadu wynika, że osoba rzadko choruje i ma silny system odpornościowy, polecam preparaty ziołowe mające antybiotykopodobne działanie oraz witaminy, probiotyki i zmiany w diecie jeśli są konieczne. Miejscowo, jeśli pojawia się zmiana na skórze, polecam krem lub oliwę z ozonem. Po 4-6 tygodniach można zrobić badania krwi pod kątem obecności bakterii boreliozy. Od 20 lat polecam taki schemat leczenia i nie było reklamacji.

To jest wsparcie dla osób z silną odpornością. Dla chorych, jak wspomniana koleżanka, rozszerza Pani protokół leczniczy o silniejsze rozwiązania…

Tak. Ozonoterapia i dożylna witaminoterapia są bardzo pomocne. Bakterie boreliozy szybciej giną i jednocześnie zaczynam program tak jak u ludzi zdrowych. Jednak ta grupa osób potrzebuje długofalowego programu budującego i utrzymującego odporność.

A u pacjentów onkologicznych ze słabym układem immunologicznym?

Ta grupa osób ma osłabiony przewód pokarmowy, więc potencjalnie można byłoby podać antybiotyk dożylnie. Ale jakikolwiek antybiotyk w tak osłabionym środowisku wewnętrznym będzie działał podobnie niszcząco jak chemia. W ich przypadku świetnym rozwiązaniem jest hipertermia całego ciała. Zresztą dla osób osłabionych, z nadwrażliwością jelit, to również doskonały pomysł.

A co z pacjentami, którzy latami leczą się antybiotykami i objawy boreliozy co jakiś czas powracają?

Problem niestety powraca i będzie powracał, jeśli nie rozwiążemy głównego problemu z układem odpornościowym. Z takimi pacjentami przeprowadzam pogłębiony integracyjny wywiad, by dogłębnie poznać pacjenta, jego zwyczaje, gdyż u każdego człowieka przyczyna osłabienia jest inna. Podam przykład z wczoraj. Przyszedł do mnie stomatolog, którego ugryzł kleszcz. Po 3 tygodniach pojawił się odczyn i pacjent bardzo się wystraszył.  Dużo czytał w Internecie o boreliozie i poddał się antybiotykoterapii. Po pierwszej trzytygodniowej serii znów zaczął się źle czuć, więc dostał kolejne antybiotyki, po których wcale nie było lepiej. Zaczęliśmy u niego ozonoterapię i witaminoterapię dożylną. Po dogłębnym wywiadzie okazało się, że silny spadek odporności związany jest z wieloletnią bezsennością. Przez ostatni rok niemal nie spał, więc brał leki na sen, ale wstawał bez sił. Szukał pomocy u dietetyka, robił akupunkturę, ale w tym czasie ugryzł go kleszcz, więc brał antybiotyki, zioła Buhnera witaminy i probiotyki. Ale co z tego? Jeżeli problem z bezsennością nie zostanie rozwiązany, odporność odbudujemy tylko na chwilę i borelioza będzie wracać w takim środowisku. Jeśli ktoś nie śpi, źle się odżywia, nie dba o regularne posiłki i pracuje po 12 h dziennie, to trudno się dziwić, że organizm nie radzi sobie z bakteriami. Czasem w takich wypadkach warto podać antybiotyk na krótko i uzupełnić wzmożoną immunoterapią.

Chciałabym mocno to podkreślić, że nie można leczyć kogoś na coś, nie bardzo wiedząc kogo leczymy i po co. Bardzo istotne jest poznanie człowieka, który przychodzi po pomoc.

Jeśli to jest takie proste i skuteczne rozwiązanie, dlaczego nie jest powszechne?

Cała medycyna zachodnia oparta jest na paradygmacie, w którym jesteśmy ofiarami bakterii, wirusów, pasożytów, toksyn itp., które nas zniszczą i zabiją. Szukamy winowajcy na zewnątrz i niszczymy siebie od wewnątrz. Nie wnikamy w to, że jesteśmy częścią tej przyrody i między nami są ścisłe zależności, np. mamy trzykrotnie więcej bakterii w organizmie niż komórek. To oznacza że mają jakąś ważną funkcję w naszym organizmie. Całe podejście integracyjne pokazuje drugą stronę: że silne środki jak antybiotyki i chemioterapia niszczą nie tylko intruza, ale nas w równym stopniu. Wewnątrz naszego organizmu zachodzi komunikacja, więc gdy wzmacniamy jeden organ, to wzmacniamy całe ciało, a gdy niszczymy jedną część, to niszczymy wszystko. Droga dobrego leczenia jest w nas, spróbujmy spojrzeć na nią z punktu widzenia ochrony i nieniszczenia. Takie podejście długofalowo buduje zdrowie.

Dziękuję za rozmowę.

Szybki kontakt
+
Wyślij!